Wróżka zębuszka – istnieje czy nie?

Wróżka zębuszka

To postać którą zna chyba każdy z nas, ale czy to dobrze? W dzisiejszej modzie na wychowywanie dzieci bezstresowo i mówiąc im o wszystkim ludzie stwierdzają że nie warto dziecka oszukiwać, najlepiej w 3 miesiącu powiedzieć że mikołaj nie istnieje i uczyć dziecka gry na pianinie, jazdy konnej oraz szermierki. Moim zdaniem wróżki zębuszki to fajna sprawa i nikt nie powinien się ich pozbywać bo po prostu pomagają małemu dziecku coś wytłumaczyć. Robią przy okazji to tak że dziecku wypadające zęby nie sprawiają tyle bólu, za to pojawia się radość z tego swojego grosza.

 

Skąd wzięła się sama wróżka zębuszka?

Ta baśniowa postać jest legendą z krajów zachodnich, nie występowała ona w książkach, a raczej tylko w legendach – oczywiście kiedyś bo teraz na pewno znajdzie się i w książkach i w filmach z racji na swoją popularność. W Hiszpanii na przykład, zębowa wróżka przedstawiana jest jako mała myszka z plecaczkiem, która podróżuje i zbiera mleczaki. Tam nosi ona nazwę Ratoncito Pérez. Nie wiem czemu ale mi się ta wersja bardziej podoba, może dlatego że z myszką wydaje się bardziej prawdopodobna niż z wróżką, ale dla dzieci może być odwrotnie a do tego myszka sama w sobie nie jest ani trochę magiczna co dla dziecka akurat ma znaczenie i to całkiem spore.

 

Kontynuując, moim zdaniem wróżki zębuszki to super postacie, bo nie dość że oswajają dziecko ze stratą zęba która wcale nie musi być łatwa, to pomagają też zapomnieć o bólu z tym związanym, w końcu dziecko skupia się na samym fakcie dostania pieniążka od wróżki i krew czy ból idzie w odstawkę – kto by się tym przejmował skoro jest szansa na zbicie fortuny. To właśnie zbicie fortuny też jest ważne (w moim mniemaniu oczywiście), bo uważam że dziecko powinno też mieć jakiś grosz który zdobyło od “obcego”. Nie pieniądze od rodziców czy dziadków, a jakieś niewielkie sumy które same “zarobiły”. Mogą to byś pieniążki które dziecko dostanie od rodzica za sumienne wykonanie jakiegoś zadania, ale jak z pomocą przychodzi jeszcze wróżka zębuszka to czemu nie skorzystać?

 

Kończąc mój wywód, żyjcie w zgodzie z fikcyjnymi postaciami – one pomagają wiele wyjaśnić w nie inwazyjny sposób, przecież dziecko edukujemy stopniowo, nie na hurra. Pozdrówki!

Advertisements

Zwariowane zeszyty

Zwariowane zeszyty

To post który ma zawierać wystarczającą liczbę słów, a piszę go nie mając w głowie nic. Generalnie to jest prawie 4 w nocy i najchętniej położyłbym się spać, ale miałem napisać więc już wymęczę – najwyżej jutro (czyli dzisiaj) to wszystko skasuje i napiszę coś faktycznie sensownego chociaż w to wątpię. Kontynuując zwariowane zeszyty to totalnie bezsensowny zestaw słów, ale teoretycznie może w “przyrodzie” występować, więc czemu by go nie użyć do nauki. Ten tekst jest tak bezsensowny, że jeśli ktoś sie na niego natknie to albo będzie się śmiał albo poczuje zażenowanie, ale generalnie to mi to wisi totalnie. Najważniejsze w tym wszystkim jest to żeby uzbierała się odpowiednia ilość słów co wcale nie jest łatwe, oczywiście jednym przychodzi to bez problemów, a drugim (czyli mi) przychodzi to z problemami. Pisząc cokolwiek, zawsze, robię to tak żeby skrócić maksymalnie. Nie robię tego świadomie, po prostu taki już jestem że przekazuję proste komunikaty, a nie opowiadam do byle czym godzinami. Dlatego więc siedzenie nad takim postem jest dla mnie delikatnie męczące, nawet kiedy piszę jak potłuczony. Wracając do tematu zwariowanych zeszytów, to już w ogóle nie chce mi się męczyć klawiatury aczkolwiek potrzebuję tego do wykonania testów… na teraz koniec, dopiszę coś jutro bo już piąta.

 

Od ostatniego podejścia do tych wypocin minęło kilka dni, kolejnego dnia nie chciało mi się nic robić a później zapomniałem o tym co miałem zrobić. Z takim podejściem chyba daleko nie zajdę, cóż, ważne że się nie poddaję i podczas tej przerwy trochę poczytałem. Przydałaby mi się jakaś aplikacja/wtyczka która przypominałaby o tym co mam zrobić. Albo zrobię kolekcję zwariowanych zeszytów w których będę zapisywał wszystkie rzeczy do zrobienia.

 

Pozdrówki ode mnie.

Cała prawda o podkładka kuchenna.

This is the post excerpt.

Jako że jest to pierwszy post, wypadałoby zacząć go tematycznie, a więc od podkładki kuchennej. Czemu o tym piszę? Wielu ludzi zbiera znaczki, różnego rodzaju naklejki czy opakowania, a to po piwie, a to po serze – jeszcze inni kolekcjonują brud (tego hobby akurat nie polecam, a nawet zdecydowanie odradzam). Ja stwierdziłem że zdobędę piękną kolekcję podkładek kuchennych. Większość podkładek wykonywanych jest z tworzywa sztucznego i pokrywane laminatem. Ilość wzorów na nich jest nieskończona tak jak ludzka wyobraźnia, co producentowi (raczej jego projektantowi) wpadnie do głowy to może znaleźć się na tym dziele przez co właśnie podkładka kuchenna jest czymś wartym do zbierania. Aktualnie w moim jeszcze niewielkim zbiorze znajdują się głównie Polskie podkładki kuchenne, ale planuję rozszerzyć swoją kolekcję o podkładki ze wschodu. Czemu ze wschodu? Ponieważ tam ludzie bardziej doceniają rękodzieło i unikalne wzory dlatego właśnie stamtąd mogę dostać najciekawsze okazy.

Kończąc swój krótki a zarazem nudny wywód chciałbym zachęcić wszystkich do znalezienia sobie jakiejś manii lub po prostu hobby zbierania. Nie musicie zbierać znaczków i tym podobnych rzeczy, to może przynosić radość ale jest już oklepane, może zaczniecie zbierać coś czemu nadacie dodatkową wartość właśnie dzięki swojemu zbieractwu? Niech i wam objawi się jakaś podkładka kuchenna  która delikatnie zmieni wasze życie.

 

Na start klasyka gatunku czyli “bambusowa” która wcale nie jest z bambusa. 😀

 

podkładka kuchenna